OŚRODEK SZKOLNO-WYCHOWAWCZY
WE WROCŁAWIU



"NIE POTRZEBUJĄ LEKARZA ZDROWI ..."
(Mt 9, 12b)

Już od dwóch lat w ramach zajęć charytatywnych alumni MWSD współpracują z Ośrodkiem Szkolno - Wychowawczym nr 5 we Wrocławiu. W pracę tę zaangażo-wanych jest na stałe ośmiu kleryków z II, III i IV roku. Ich szefem jest Łukasz Żo-łyński, a moderatorem ojciec duchowny ks. Ryszard Groń. Do grupy tej należy też kilka osób świeckich.

Kim są mieszkańcy Ośrodka?

Ośrodek Szkolno-Wychowawczy to placówka resocjalizacyjna, do której się trafia z postanowienia sądu za drobne wykroczenia przeciw prawu. Najczęściej są to wagary, ucieczki z domu, kradzieże. Można powiedzieć, że jest to coś w rodzaju "przedpoprawczaka". Nasz Ośrodek przeznaczony jest dla chłopców w wieku szkolnym (szkoła podstawowa i gimnazjum).
Jak można się domyślać, chłopcy mają dużo negatywnych cech. Związani są wieloma nałogami: palą papierosy, używają środków odurzających, tych najtańszych i najłatwiej dostępnych (kleje, rozpuszczalnik, nawet gaz), kłamią, kombinują, kradną, dewastują, przeklinają. Te złe cechy społeczeństwo łatwo dostrzega. W głębi duszy dzieci te czują i przeżywają to samo, co ich rówieśnicy. Mają takie same potrzeby i marzenia, tylko rzadziej je wyrażają, bo mają mniejsze szanse na ich spełnienie. To, jacy są nie jest zupełnie ich winą. Środowisko, w którym wyrośli to tak zwany margines społeczny. Pochodzą z rozbitych, patologicznych rodzin, w których nie mają żadnego oparcia. Wychowała ich ulica bez wzorców, autorytetów i miłości. To jest chyba podstawowa przyczyna ich wykolejenia społecznego. Pozbawieni szans dobre-go startu w życiu z powodu ciężkiej sytuacji finansowej, braku zainteresowania ze strony rodziców, braku odpowiednich warunków do nauki, są zakompleksieni. To zaś często jest przyczyną agresji.

Formy pracy z chłopcami:

 

  • Zajęcia w Ośrodku raz w miesiącu, które składają się z dwóch części:
    • zajęcia prowadzone dla grupy charytatywnej przez dyrekcję placówki, podczas których poznajemy bliżej sytuację naszych podopiecznych oraz metody pracy resocjalizacyjnej, omawiamy też problemy zaistniałe podczas naszego kontaktu z chłopcami;
    • spotkanie z chłopcami (spacery, rozmowy na przygotowany wcześniej temat, śpiew, zabawy).
  • również raz w miesiącu w czwartki spotykamy się z chłopcami w Semina-rium Duchownym lub w mieście; cel tych spotkań jest przede wszystkim rekreacyjny, zabieramy ich w różne ciekawe miejsca we Wrocławiu, np. muzea, ogrody, wystawy; podczas takich spacerów prowadzone są indywidualne rozmowy;
  • kilka razy w roku organizowane są wycieczki krajoznawcze;
  • okazję do lepszego poznania naszych podopiecznych mamy podczas tygodniowego zimowiska i kolonii letnich;

 

Stosowane metody:

 

  • ponieważ chłopcy bywają aspołeczni i mogą sprawiać trudności wychowawcze, grupa w porozumieniu z dyrekcja Ośrodka stosuje zasadę "jeden opiekun dla jednego chłopca", stąd liczba opiekunów na wyjazdach jest prawie proporcjonalna do liczby dzieci;
  • dwuletni okres kontaktu z chłopcami pokazał, że jedyną skuteczną metodą zjednania ich jest spokojna, indywidualna rozmowa, pozwala ona wyciszyć się i rozładować agresję; podczas takich rozmów chłopcy otwierają się i nabierają zaufania;
  • budowaniu wzajemnego zaufania sprzyja także atmosfera wyjazdów tworzona przez opiekunów, staramy się, aby była ona zbliżona do tej, jaka panuje w przeciętnej rodzinie, otaczamy dzieci akceptacją i ciepłem;
  • podczas dłuższych wyjazdów uczymy chłopców odpowiedzialności i umiejętności dbania o siebie i swoje otoczenie; służy temu podział chłopców na mniejsze grupy, które na zmianę wykonują zadania: przygotowanie posiłków, sprzątanie, zakupy, organizowanie "pogodnego wieczoru";
  • przygotowane przez opiekunów konkursy z nagrodami uczą dzieci zdrowej rywalizacji.

 

Naszym wzorem w postępowaniu z chłopcami jest postać św. Brata Alberta. Znane jest jego opowiadanie o stole. Otóż porównywał on sytuację swoich bezdomnych podopiecznych do zepsutego stołu. Nie naprawi go nakładanie na blat dużych ciężarów. Trzeba się s c h y l i ć i rozpocząć naprawę od nóg stołowych.
Trzeba się schylić. Utkwiło nam w pamięci stwierdzenie pani dyrektor Ośrodka. Podczas jednej z naszych rozmów powiedziała ona, że doszła do wniosku, iż trzeba umieć być wobec chłopców pokornym. Staramy się podchodzić do naszych łobuzów z pokorą, traktujemy ich jak partnerów. Jeśli dajemy im jakieś zadania, np. sprzątanie, przygotowanie posiłków podczas wyjazdów, to staramy się stawać do wykonania tych zadań pierwsi. Jesteśmy z n i m i, a nie obok nich. Nie zmuszamy ich do modlitwy, uczestnictwa we mszy św. Nie są zbyt dobrze nastawieni do tych praktyk i do Kościoła. Stawianie takich warunków to nie jest metoda na zaufanie Bogu.

Owoce

Początki naszych kontaktów z chłopcami nie były łatwe. Pierwsze owoce udaje się zauważyć dopiero teraz. Jeszcze rok temu byliśmy przyjmowani przez nich z podejrzliwością i uprzedzeniem, trudno było przełamać tę niechęć. Dziś dzieci rywalizują między sobą w ubieganiu się o pozwolenie na wyjazd z "księżulkami". Wychowawcy Ośrodka wprowadzają w każdej grupie punkty za dobre sprawowanie. Nasze wyjazdy są nagrodą i wyróżnieniem. Te owoce, ciężko wypracowane i wymodlone przez grupę dają ogromną satysfakcję jej członkom.
Możemy także pochwalić się małymi sukcesami na polu religijnym. Podczas ostatnich trzech wyjazdów dzieci chętnie uczestniczyły w Eucharystii, zadają coraz więcej pytań na temat Boga i wiary. Są to trudne pytania, wziąwszy pod uwagę sytuację chłopców, nas samych skłaniają do głębokich refleksji, wymagają niemałej wiedzy teologicznej.

Podczas przypadkowej rozmowy któregoś z nas z jednym z chłopców o Bogu padło pytanie: jeśli Bóg jest, to dlaczego mi nie pomaga? Alumn pozostawił je bez odpowiedzi Chciał, żeby chłopiec sam znalazł odpowiedź: może przejawem Jego zainteresowania jest to, że posłał nas do ciebie. Mamy nadzieję, że nasze świadectwo skłoni ich do zastanowienia się nad istnieniem Boga. Życzliwa postawa kleryków, otwarcie, zrozumienie przełamują powoli niechęć do wartości chrześcijańskich. Zainteresowanie ze strony osób duchownych powoduje, że czują się wyróżnieni. Facet z koloratką to już nie wróg, piętnujący ich złe czyny, to może być przyjaciel. Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że tak jak widzą nas, tak widzą Kościół.

Dzieci niechciane, odrzucone, niekochane. Swoim negatywnym postępowaniem pogarszają swoją sytuację, sami siebie skazują na odrzucenie, brną w ślepą uliczkę, na której końcu nie czeka ich nic dobrego. Kradną, bo może nikt im nigdy nie dał prezentu. Przeklinają, bo może nigdy w domu nie słyszeli dobrego słowa. Ćpają, żeby zapomnieć albo zwrócić na siebie uwagę. Żyją w swoim świecie, który daje im jakieś paradoksalne poczucie bezpieczeństwa. Taki świat ich wychował, często nie wiedzą, że gdzieś blisko, na wyciągnięcie ręki nawet, jest inna, lepsza rzeczywistość. Oni jednak nie wyciągną tej ręki. To my musimy ją im podać. Innej drogi nie ma.

Dlaczego to robimy?

Nie jest to przecież nazbyt atrakcyjne ani relaksujące zajęcie, wręcz przeciwnie. Różne powody można tu podać. Wiemy jedno: do takich przede wszystkim przyszedł Jezus. On w nich jest, spotkaliśmy Go.