VOX NOSTRA (10)

SŁOWO – BRAMA DO OWOCNEGO DUSZPASTERSTWA

            Słowem można błogosławić, ale i przeklinać. Można nim nieść nadzieję, ale także pogrążać w rozpaczy, nadużywać, bądź ograniczać do minimum jego stosowanie, słuchać go lub stale ignorować. Słowo jako werbalne wyrażenie rzeczywistości w świecie stworzonym odnosi się tylko do człowieka, którego już Arystoteles określił mianem „istoty społecznej”, a więc pozostającej w relacjach z innymi ludźmi. To właśnie słowo jest środkiem komunikowania się z drugą osobą.
            Trudno wyobrazić sobie „nieme” duszpasterstwo. Kapłan, chodź z ludzi wzięty i do ludzi posłany, zobowiązany jest do niezwykle roztropnego posługiwania się słowem. Podobnie adept do kapłaństwa, winien zdawać sobie sprawę z konsekwencji nierozważnego wypowiadania się. Nie jest tajemnicą fakt, iż posługa duszpasterska, zwłaszcza w parafii, powinna odznaczać się wysoko zaawansowaną dyskrecją ze strony księdza, a więc wstrzemięźliwością od używania słów niepotrzebnych. Takiej postawy oczekują od duszpasterza sami wierni, chociaż czasem zdają się okazywać pozory czegoś zupełnie innego. „Bądź skory do słuchania, a odpowiadaj po namyśle” (Syr 5, 11), gdyż „(...) W mowie jest chwała i hańba człowieka, a język może sprowadzić jego upadek” (Syr 5, 13). Czyż trzeba nam lepszej wskazówki do posługiwania się słowem?
            Nie sposób w kilku zdaniach wyczerpująco odpowiedzieć na pytanie o rolę słowa podczas praktyki duszpasterskiej. Spróbuję skoncentrować się tylko na istocie zagadnienia, a więc na ukazaniu rangi słowa w relacjach interpersonalnych, de facto współkonstytuujących duszpasterstwo, a tym samym nadających mu zasadniczy kształt i kierunek rozwoju.
            Kontakt werbalny z drugim człowiekiem stanowi integralny element próby sił podczas „zmagań” z rzeczywistością parafialną. Z ludźmi mamy do czynienia praktycznie wszędzie: w kościele, w szkole, w kancelarii, podczas spotkań poszczególnych grup, funkcjonujących przy parafii, a także w innych, mniej formalnych okolicznościach. Wszystkie wyżej wymienione miejsca lub sytuacje są okazją do ewangelizacji, będącej przecież naszym podstawowym zadaniem. Moment, w którym nawiązujemy kontakt z drugim człowiekiem, odgrywa bardzo ważną rolę w skuteczności misji, jaką jest głoszenie Chrystusa, dlatego też nie wolno go zbagatelizować. Liczy się zatem nie tylko fakt przekazywania treści Ewangelii, lecz także jego sposób.
            Parafrazując znaną maksymę: „Jak cię widzą, tak cię piszą”, można by powiedzieć: „Jak cię słyszą, tak cię piszą”. Na podstawie własnego doświadczenia możemy potwierdzić, że pierwsze „zamienione” z kimś słowo bardzo często wpływa na późniejsze z tą osobą relacje. Wyrabiamy sobie zdanie na czyjś temat o wiele łatwiej wtedy, gdy mamy okazję z danym człowiekiem porozmawiać: jeśli doświadczamy życzliwości, zazwyczaj takową się rewanżujemy, jeśli niechęci, niestety, z reguły odwzajemniamy się analogicznym uczuciem.
            Ważne jest zatem, by nie zrażać do siebie ludzi przez użycie niewłaściwych, a nawet niekulturalnych słów, gdyż w ten sposób możemy bardzo skutecznie oddalić ich od Boga i nie wywiązać się z powierzonej nam misji. Wypowiadane przez nas słowa winny zwiastować pokój, płynący z Ewangelii Chrystusowej, nie zaś niszczyć wiarę innych. Wyraźne są bowiem słowa Jezusa: „(...) kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu lepiej byłoby kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza” (Mt 18, 6). Dlatego dołóżmy starań, by nasza mowa, zamiast burzyć – budowała, zamiast złorzeczyć – błogosławiła, zamiast oddalać – przybliżała do Chrystusa – Odwiecznego Słowa.
                                                                      

                                                                      kl. Patryk Gołubców, rok V


   « poprzednia strona  Zmieniono dnia: 21.11.2006 r. MS