VOX NOSTRA (6)

SŁOWO – TRUDNY DAR

 


Rozmowa z ks. prof. Piotrem Niteckim – wykładowcą na Papieskim Wydziale Teologicznym, redaktorem naczelnym Nowego życia
i proboszczem Kościoła Uniwersyteckiego we Wrocławiu


Księże Profesorze, przygotowując się do tegorocznego Forum Młodych, które poświęcone jest tematowi „Słowo – miecz obosieczny”, warto zacząć od spraw zupełnie podstawowych. Czym zatem właściwie jest „słowo”?

Można by chyba powiedzieć, że słowo jest znakiem wyrażającym osobę. Tylko osoba przecież posługuje się słowem. Ono jest atrybutem kogoś myślącego, twórczego, mającego coś do zakomunikowania drugiej, podobnej istocie. Ono też wyraża osobowość mówiącego, mówi wiele o tym, kto je wypowiada, a jednocześnie kształtuje tego, do kogo jest wypowiadane. Sam Bóg jako Osoba również wyraził się w Słowie. Kiedy św. Jan określa przychodzącego na świat Syna Bożego mianem „Słowa” definiuje trudną do przyjęcia w wymiarach racjonalizmu prawdę o tym, że Bóg przemówił do nas, stając się człowiekiem i wchodząc w ludzkie dzieje. To On, Jezus Chrystus, jest Słowem, które wyrażając wolę Ojca „stało się ciałem i zamieszkało między nami” (J 1, 14), a jednocześnie ma moc nas kształtować. To nie jest tylko historia, jest to rzeczywistość, która trwa. Roman Brandstaetter w swoim przekładzie Janowego „Prologu” nieco inaczej tłumaczy owo biblijne przesłanie o wejściu Słowa w ludzkie dzieje niż te przekłady do jakich jesteśmy przyzwyczajeni. On nie używa czasu przeszłego lecz teraźniejszego zwracając jeszcze bardziej uwagę na aktualny charakter tego dialogu: „Słowo  j e s t  ciałem  i  m i e s z k a  między nami”.

Obserwując jednak na przykład naszą scenę polityczną, a także zwykłe relacje międzyludzkie, widać, że słowo traci dziś na wartości, bywa przecież też narzędziem manipulacji…

Tak, dlatego troska o słowo stanowi dzisiaj ważne wyzwanie dla ludzi wrażliwych i mądrych. To, co obserwujemy w sferze działania politycznego, ale i w zwykłych relacjach międzyludzkich, ta jakaś ogromna dewaluacja słowa, musi dawać wiele do myślenia. Bóg jako Osoba zwraca się do nas, do osoby ludzkiej, aby objawić nam Prawdę. Chrześcijanin winien więc pamiętać, że i jego słowo ma wyrażać prawdę, ale będzie ją wyrażało tylko wówczas, gdy on sam będzie człowiekiem prawdy. W tym naśladowaniu Boga objawiającego Prawdę nie wystarczy jednak być człowiekiem Prawdy, trzeba ją głosić i o niej świadczyć tak, jak On, z miłością. Słowo prawdy używane bez miłości może człowieka zniszczyć. Słowo ma bowiem ogromną moc. Boże słowo kierowane do człowieka w tej mocy jest zawsze „żywe i skuteczne” (por. Hbr 4, 12). Słowo wyrażające człowieka również jest silne. Może zranić człowieka, upokorzyć go, pokazać mu jak jest mały, prymitywny i zły. Ono może jednak także człowieka podnieść, wywyższyć, nawet wtedy, gdy rzeczywiście jest słaby, umocnić go, pomóc uwierzyć w siebie. Dlatego tak ważna jest odpowiedzialność za słowo.

Wynika z tego ogromne zadanie dla Kościoła. Na co zatem trzeba zwracać szczególną uwagę w tej posłudze?

Posługa Kościoła zawsze ukierunkowana jest na umożliwienie spotkania Boga z człowiekiem z wszystkimi tego konsekwencjami. Chodzi więc o to, żeby pomóc odczytać to najważniejsze Słowo Prawdy skierowane do człowieka. Tak, słowo to dar trudny, zwłaszcza jeśli wyraża Prawdę. Bo Prawda jest kontestowana przez tych, którzy przekonani są, że mogą – mimo Prawdy albo nawet wbrew Prawdzie –  stworzyć lepszy, mądrzejszy program życia niż Bóg. Nie jest to tylko specyfika naszych czasów. Już św. Jan stwierdza, że świat, choć stał się dzięki Bożemu Słowu, Słowa nie poznał i Go nie przyjął (por. J 1, 10-11). Echo tej rzeczywistości dostrzegamy i dzisiaj, kiedy odrzuca się Słowo Prawdy zakorzenionej w Bogu uważając, że samo mówienie już o uniwersalnej Prawdzie jest jakąś forma totalitaryzmu, sprzeczną z tak modnymi dzisiaj hasłami tolerancji i zastępując ją tak zwaną „własną prawdą” czyli ideologią.     

Jaka zatem winna być rola nas, współtworzących Kościół w odkrywaniu na nowo znaczenia i sensu słowa jako wiarygodnego znaku porozumiewania się między osobami?

Uczyć odpowiedzialności za słowo istotnie jest ważnym zadaniem duszpasterskim. Nie chodzi tu zresztą tylko o samą katechezę o Słowie, ale i o świadectwo słowa. Kaznodzieja czy katecheta – zanim jeszcze oficjalnie zabierze głos – już wyraża siebie. Słuchając kogoś bardzo łatwo można bowiem określić nie tylko jego wiedzę, ale także osobowość, duchowość i wynikający z tego sposób traktowania drugiego człowieka oraz osobiste zaangażowanie w sprawę, której służy. Duszpasterz na przykład, który lubuje się przede wszystkim w pokrzykiwaniu na swoich wiernych, widząc w nich tylko zło, grzech, nieuczciwość i moralne rozpasanie ujawnia przede wszystkim swoje własne problemy moralne. Nie naśladuje więc Jezusa, który jako Słowo Ojca, objawiał Prawdę, ale z miłością. Nie stronił więc od grzeszników, oczywiście nie po to, by legalizować ich życie w grzechu, lecz by ich przekonać swą życzliwą obecnością przy nich do życia w cnocie. Ostry zaś był wobec owych oficjalnych reprezentantów Boga, którzy poza paragrafami i przepisami nie byli w stanie dostrzec Jego samego, choć On już między nimi był. Warto o tym pamiętać. Istotnym elementem duszpasterstwa jest więc takie posługiwanie się słowem, które nie rezygnując z wysokich wymagań chrześcijaństwa przybliża, a nie odpycha człowieka od Boga, który wszak stale ma coś do zakomunikowania człowiekowi. Dobrze wiec, że podczas tegorocznego Forum Młodych podjęliście taki właśnie temat o znaczeniu Słowa jako propozycję dla wspólnej refleksji dla przyszłych duszpasterzy i katechetów.

Wiąże się z tym również trudny problem, jak w głoszeniu Słowa Bożego i posługiwaniu się słowem godzić język teologii akademickiej z językiem przepowiadania duszpasterskiego?

To rzeczywiście jest trudny problem. Wiadomo, iż przepowiadanie kościelne zawsze musi opierać się na zdrowej, uznanej przez Magisterium Ecclesiae teologii, a wypracowane przez nią treści duszpasterz przekazać ma człowiekowi żyjącemu w konkretnych uwarunkowaniach kultury swego świata. Musi więc znać Ewangelię i musi znać świat. I jeszcze musi wyrazić uniwersalne prawdy Boże w takim języku, aby być zrozumianym. Tu już nie chodzi więc tylko o to, by głosić prawdę, nawet z miłością, ale i o to by dotrzeć z nią do odbiorcy. Wiele treści głoszonych przez Kościół, najistotniejszych dla jego przesłania, nadal jest zaś głoszonych w słowach z minionych epok, które nie są zrozumiałe dla ludzi naszych czasów. Kto wie, może jest to jedna z przyczyn odchodzenia wielu młodych ludzi od Kościoła na skutek nieumiejętności przekonania ich do piękna owego przesłania, które kieruje do nich Bóg przez swoje Słowo. Tworzenie owego nowego języka przekazu nie jest już jednak raczej sprawą duszpasterstwa parafialnego lecz teologów i językoznawców, którzy winni konsultować swe pomysły z duszpasterzami. Od tego jednak, czy rozwiążemy to napięcie zależeć może w dużej mierze przyszłość ewangelizacji.

Bardzo dziękuję Księdzu Profesorowi za rozmowę.

Rozmawiał:
kl. Maciej Paleczny, rok V

   « poprzednia strona  Zmieniono dnia: 21.11.2006 r. MS