VOX NOSTRA (7)

I Bogiem było Słowo (J 1,1)

 

Martin Buber, jeden z najbardziej znanych współtwórców filozofii dialogu ściśle wiąże każdą relację z relacją dla niego najważniejszą – relacją do Boga: „Przedłużone linie relacji przecinają się w wiecznym Ty. Każde pojedyncze Ty jest prześwitem ku Niemu. Przez każde pojedyncze Ty podstawowe słowo zagaduje wieczne Ty”[1]. Bóg jest Ty ludzkiego życia. Wszystko, co człowiek napotyka na swojej drodze, jest znakiem, wezwaniem i posłaniem. Całe życie człowieka jest jednym wielkim mówieniem Ty, jedną wielką odpowiedzią na Boże zagadnięcie, jakim jest stworzenie.[2] Ale też relacja do człowieka jest wyjątkowa, bowiem to ona jest „właściwym obrazem relacji do Boga: na prawdziwe zagadnięcie zostaje udzielona prawdziwa odpowiedź. Tyle tylko, że w boskiej odpowiedzi wszystko, cały wszechświat, objawia się jako mowa”.
            Rzeczywiście, coś z tego można dostrzec w opisie stworzenia człowieka. Wśród rozmaitych znaczeń, jakie przypisywano słowom „obraz” i „podobieństwo” w Księdze Rodzaju (Rdz 1,26-27), szczególnie interesujące jest to, które widzi w człowieku partnera dla Boga; partnera, który jako jedyny stworzony byt stanowi dla Najwyższego słuchające Ty, które Bóg zagaduje i oczekuje od niego odpowiedzi. Obraz Boży w człowieku to inaczej jego zdolność do nawiązania osobowej relacji z Bogiem, a zarazem zobowiązanie do życia w Jego obecności.[3] W tym ujęciu podobieństwo do Boga nie odpowiadałoby jakiejś „właściwości” człowieka, ale byłoby potencjalnością tego, że między Stwórcą a Jego najdoskonalszym dziełem może się coś wydarzyć. Osobowa relacja do Boga nie jest więc czymś dodanym do człowieczeństwa, jakąś jego przypadłością, ale stanowi o jego istocie; ona je konstytuuje.[4] Dlatego też międzyludzka relacja, chociażby poprzez sam fakt jej podobieństwa do relacji człowieka z Bogiem, stoi znacznie wyżej od relacji człowieka do innych bytów stworzonych. W niej najpełniej przejawia się obraz Boży w człowieku.
            W tej perspektywie Bóg jawi się jako Osoba, która „w stwórczych, objawiających i zbawczych aktach wchodzi w bezpośrednią relację z nami, ludźmi, umożli­wiając nam tym samym wejście w bezpośrednią relację z Nim”[5]. Jeśli owo bycie Osobą miałoby mówić coś istotnego o Bogu, a na to wskazuje przewijające się przez cały Stary Testament wołanie „Słuchaj Izraelu”[6], prowadziłoby do pytania o „Ty” Boga. Skoro Bóg jako Osoba ujawnia się w relacji, to stworzenie człowieka wydaje się być koniecznością, a nie dobrowolnie podjętym aktem.
            Problem ten rozwiązuje Nowy Testament. Otóż Słowo, o którym w Prologu Ewangelii św. Jana pisze jej autor (J 1,1), zakłada kogoś, kto mówi, wyraża się i daje siebie. Implikuje dwie osoby, które wchodzą ze sobą w relację, w dialog.[7] W Prologu Słowo jest wypowiadane, jest Wypowiedzią Boga, a zarazem jest „skierowane ku Bogu”, całe zorientowane na Niego. Jest więc uosobieniem relacji, jest samą Relacją. Słowo jest też Bogiem. Już tutaj rysuje się zatem taki obraz Stwórcy, w którym Jego „bycie w relacji”, czyli Jego „osobowość”, należy do samej Jego istoty: „Osoby Boskie nie tylko znajdują się w dialogu, one są dialogiem”[8]!
            Czyż nie zachwyca, w jak niezwykły sposób Bóg pogłębia rozumienie naszego doń podobieństwa? Okazuje się, że jesteśmy Jego obrazem nie tylko przez to, że możemy wchodzić w relację z Nim i ze sobą nawzajem, ale że relacyjność należy do samej Jego istoty, w Nim samym ma swój niepojęty pierwowzór! Co więcej, że On sam stając się Ciałem w Słowie, nie tylko „przemówił do nas przez Syna” (Hbr 1,2), ale swoim życiem jako człowiek, a więc jeden z nas, dał Ojcu najpiękniejszą odpowiedź. Czyż może więc dziwić, że w Pierwszym Liście św. Jana znajdziemy słowa: „Bóg jest miłością” (1J 4,8.16)?

dk Grzegorz Pazdro

 

[1] M. Buber, Ja i Ty – wybór pism filozoficznych, tłum. J. Doktór, Warszawa 1992, 85.

[2] Jak ważne jest to dla M. Bubera wskazuje fragment: „Pojęcie odpowiedzialności należy przenieść z powrotem z obszaru etyki, swobodnie bujającej w obłokach «powinności», na obszar przeżywanego życia. Prawdziwa odpowiedzialność jest tylko tam, gdzie jest prawdziwe odpowiadanie. Odpowiadanie na co? Na to, co się komuś przydarza: co widzi, co słyszy, co odczuwa. Każda konkretna chwila przyznana osobie, wraz z tym, co zawiera w sobie ze świata i przeznaczenia, jest dla czło­wieka uważnego mową. Dla człowieka uważnego – bowiem nie potrzeba niczego więcej, by zacząć czytać dawane znaki”; tamże, 223.

[3] C. Westerman, Genesis 1-11, A Continental Commentary, Minneapolis 1994, 151.

[4] Tamże, 156-158.

[5] M. Buber, Ja i Ty – wybór pism filozoficznych, 123.

[6] A. Espezel, „Słowo Boże”, tłum. L. Balter, Communio 124 (2001) 5.

[7] S. Fausti, Rozważaj i głoś Ewangelię. Wspólnota czyta Ewangelię wg św. Jana, I, tłum. B. A. Gancarz, Kraków 2004, 21.

[8] W. Kasper, Bóg Jezusa Chrystusa, tłum. J. Tyrawa, Wrocław 1996, 359. Dalej W. Kasper pisze: „Zatem osoba w ogóle nie egzystuje ina­czej jak tylko w samoudzielaniu się innym osobom i w akceptacji przez inne osoby. Dlatego jest niemożliwe, aby jedność i jedyność Boga, wła­śnie kiedy Bóg z góry pomyślany jest jako osoba, była rozumiana jako samotność. Tutaj leży najgłębsza przyczyna, dlaczego teistyczne rozu­mienie o jednoosobowym Bogu nie daje się utrzymać. To prowadzi w kłopotliwe poszukiwania vis-a-vis dla Boga, wówczas znajdywane jest w świecie i w człowieku i tym samym, gdy Bóg i świat wprowadzani są w konieczną relację, już więcej nie jest możliwa obrona transcendencji Boga, Jego wolności w miłości.”; tamże, 371.


   « poprzednia strona  Zmieniono dnia: 21.11.2006 r. MS