
Martin Buber,
jeden z najbardziej znanych współtwórców filozofii dialogu ściśle
wiąże każdą relację z relacją dla niego najważniejszą – relacją do
Boga: „Przedłużone linie relacji przecinają się w wiecznym Ty. Każde
pojedyncze Ty jest prześwitem ku Niemu. Przez każde pojedyncze Ty
podstawowe słowo zagaduje wieczne Ty”.
Bóg jest Ty ludzkiego życia. Wszystko, co człowiek napotyka na
swojej drodze, jest znakiem, wezwaniem i posłaniem. Całe życie
człowieka jest jednym wielkim mówieniem Ty, jedną wielką odpowiedzią
na Boże zagadnięcie, jakim jest stworzenie.
Ale też relacja do człowieka jest wyjątkowa, bowiem to ona jest
„właściwym obrazem relacji do Boga: na prawdziwe zagadnięcie zostaje
udzielona prawdziwa odpowiedź. Tyle tylko, że w boskiej odpowiedzi
wszystko, cały wszechświat, objawia się jako mowa”.
Rzeczywiście, coś z tego można dostrzec w opisie stworzenia
człowieka. Wśród rozmaitych znaczeń, jakie przypisywano słowom
„obraz” i „podobieństwo” w Księdze Rodzaju (Rdz 1,26-27),
szczególnie interesujące jest to, które widzi w człowieku partnera
dla Boga; partnera, który jako jedyny stworzony byt stanowi dla
Najwyższego słuchające Ty, które Bóg zagaduje i oczekuje od niego
odpowiedzi. Obraz Boży w człowieku to inaczej jego zdolność do
nawiązania osobowej relacji z Bogiem, a zarazem zobowiązanie do
życia w Jego obecności.
W tym ujęciu podobieństwo do Boga nie odpowiadałoby jakiejś
„właściwości” człowieka, ale byłoby potencjalnością tego, że między
Stwórcą a Jego najdoskonalszym dziełem może się coś wydarzyć.
Osobowa relacja do Boga nie jest więc czymś dodanym do
człowieczeństwa, jakąś jego przypadłością, ale stanowi o jego
istocie; ona je konstytuuje.
Dlatego też międzyludzka relacja, chociażby poprzez sam fakt jej
podobieństwa do relacji człowieka z Bogiem, stoi znacznie wyżej od
relacji człowieka do innych bytów stworzonych. W niej najpełniej
przejawia się obraz Boży w człowieku.
W
tej perspektywie Bóg jawi się jako Osoba, która „w stwórczych,
objawiających i zbawczych aktach wchodzi w bezpośrednią relację z
nami, ludźmi, umożliwiając nam tym samym wejście w bezpośrednią
relację z Nim”.
Jeśli owo bycie Osobą miałoby mówić coś istotnego o Bogu, a na to
wskazuje przewijające się przez cały Stary Testament wołanie
„Słuchaj Izraelu”,
prowadziłoby do pytania o „Ty” Boga. Skoro Bóg jako Osoba ujawnia
się w relacji, to stworzenie człowieka wydaje się być koniecznością,
a nie dobrowolnie podjętym aktem.
Problem ten rozwiązuje Nowy Testament. Otóż Słowo, o którym w
Prologu Ewangelii św. Jana pisze jej autor (J 1,1), zakłada kogoś,
kto mówi, wyraża się i daje siebie. Implikuje dwie osoby, które
wchodzą ze sobą w relację, w dialog.
W Prologu Słowo jest wypowiadane, jest Wypowiedzią Boga, a zarazem
jest „skierowane ku Bogu”, całe zorientowane na Niego. Jest więc
uosobieniem relacji, jest samą Relacją. Słowo jest też Bogiem. Już
tutaj rysuje się zatem taki obraz Stwórcy, w którym Jego „bycie w
relacji”, czyli Jego „osobowość”, należy do samej Jego istoty:
„Osoby Boskie nie tylko znajdują się w dialogu, one są dialogiem”!
Czyż nie zachwyca, w jak niezwykły sposób Bóg pogłębia rozumienie
naszego doń podobieństwa? Okazuje się, że jesteśmy Jego obrazem nie
tylko przez to, że możemy wchodzić w relację z Nim i ze sobą
nawzajem, ale że relacyjność należy do samej Jego istoty, w Nim
samym ma swój niepojęty pierwowzór! Co więcej, że On sam stając się
Ciałem w Słowie, nie tylko „przemówił do nas przez Syna” (Hbr 1,2),
ale swoim życiem jako człowiek, a więc jeden z nas, dał Ojcu
najpiękniejszą odpowiedź. Czyż może więc dziwić, że w Pierwszym
Liście św. Jana znajdziemy słowa: „Bóg jest miłością” (1J 4,8.16)?
dk Grzegorz
Pazdro
|